BONN

Super-szpieg z powieści Johna Le Carre, mówiąc o Bonn, używał kryptonimu „małe miasteczko w Niemczech”. Niemcy częściej używają określenia „Hauptdorf (wioska stołeczna). To założone przez Rzymian, niepozorne miasto, które przez 2000 lat swojego istnienia nie okazywało większych aspiracji, stolicą całego kraju zostało przez przypadek. Konrad Adenauer, pierwszy kanclerz Republiki Federalnej, byl właścicelem domu na przedmieściu Bonn. Pełni jak najlepszych intencji alianci zgodzili się, by była to „tymczasowa stolica” Zachodniej,Strefy Okupacyjnej, a następnie przemianowali miasto na Haupstadt (stolicę) rozwijającej się Republiki. „Chaos w Bonn” krzyczały nagłówki gazet latem 1991 r., kiedy Berlin wystąpił o prawo do odzyskania siedziby rządu. Wynikła zaciekła walka polityczna, która podzieliła wszystkie partie od CDU po Zielonych. Znikomą przewagę osiągnął w końcu Berlin. W ciągu najbliższych kilku lub kilkunastu lat Bundestag będzie musiał spakować manatki i wyprowadzić się z Bonn. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Na razie biurokraci używają swoich sposobów, by zatrzymać tu tyle urzędów, ile się tylko da. Bertińczycy żartują, że Bonn „jest o połowę mniejsze od cmentarza w Chicago i dwa razy bardziej martwe”, ale nawet gdy straci potęgę polityczną, będzie warte odwiedzin. Choćby tylko z powodu sporej ilości muzeów i sławnego uniwersytetu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *